Nowości
Jak na złość Paryż wita
„Jak na złość Paryż wita nas fatalną pogodą. Jest ciemno, zimno i ponuro, lodowaty deszcz ze śniegiem. Dosłownie wskakujemy na czekające przed dworcem wojskowe ciężarówki, którc zawiozą nas do stacji zbornej dla żołnierzy polskich — Centrę dhebergement pour les militaires polonais — w paryskich koszarach Bessieres.
Przez szparę w brezentowej budzie obserwuję mijane ulice, zapewne podświadomie szukając jakichś widomych znaków trwającej wojny. Nic widać jednak nic nadzwyczajnego. Najwyraźniej zwykły dzień, zwykłe tonące w śnieżnej bryi wielkie miasto i zajęci porannymi sprawami ludzie. A może oni w ogóle nie wiedzą, że jest wojna, że i na ich głowy może posypać się grad bomb Albo — któż to wie — może trzasnąć legendarna linia Maginota pod naporem wojsk niemieckich...
Wjeżdżamy na koszarowy dziedziniec. Meldunek u komendanta stacji. Wciągają mnie na listę ewidencyjną. Otrzymuję kartki na bezpłatne posiłki na miejscu oraz 200 franków zaliczki na przyszłą, podporucznikowską pensję. Wypłacą ją natychmiast po zakończeniu obligatoryjnego postępowania weryfikacyjnego. Nie przewiduję w tej materii żadnych kłopotów, złożyłem bowiem swoją oryginalną legitymację wojskową. Ponadto na terenie koszar spotykam kilku kolegów i znajomych oficerów, wśród nich majora Łuckiego, którzy w razie potrzeby mogą w każdej chwili poświadczyć moją tożsamość.“(1)