gałem teraz ilustrację
„gałem teraz ilustrację naczelnej cechy, której byli uosobieniem.
— Ten Włoch to głupiec — szepnął Obuchowski. — Pan zresztą wie najlepiej...
—Dlaczego najlepiej — zapytałem.
— Przecież pan był u niego w Rzymie. Woził pana przez całą noc po lokalach.
Zamiast się zmieszać, pozwoliłem sobie na uśmiech. Obuchowski zdążył już wydobyć od Włocha szczegóły mego pobytu w Rzymie i oczywiście je przejaskrawił. A więc miałem rację podczas gdy ja wystawiałem mu stopnie, on gromadził o mnie materiały szykując się do ataku we właściwym czasie. Oto wdzięczność za awanse i opiekę! Gdyby wiedział, że siedzi przed nim człowiek skazany na śmierć, że zaporę, którą chce sforsować szturmem, wystarczy od dziś pchnąć małym palcem! Spojrzałem mu w oczy i uśmiechnąłem się z politowaniem zmieszało go to. Pewno pomyślał, że czuję się mocno w siodle. Spojrzałem na Radniewskiego; ten zerknął na mnie porozumiewawczo. To był pewny sojusznik. Nalano mi wódkę i postawiono zakąskę; nie chciałem jeść, ale podniosłem kieliszek i szybko wypiłem. Radniewski nalał mi jeszcze i znowu wypiłem. Podchwyciłem zmęczone spojrzenie prezesa Trzosa. Ból zmalał dzięki proszkom, a pod wpływem wódki rozpływał się strach. Znalazłem się zawieszony między niebem a ziemią, siedziałem przy stoliku i żeglowałem w przestrzeni, po raz pierwszy przyglądałem sięprezesowi bez obawy o zły stopień, nie starałem się wyczytać z jego twarzy, czy nadal stawia mi czwórkę z plusem, czy też coś się zmieniło na moją niekorzyść. Twarz prezesa wyrażała znużenie może w domu nie powodziło mu się najlepiej, może też wyczytał zły stopień w twarzy swego prezesa. Ale to nie było tylko ,to Nagle zrozumiałem wszystko prezes dobiegał sześćdziesiątki i myślał o śmierci.“(15)