i- Szkoda że za obszerny - rzek
„i— Szkoda, że za obszerny — rzek) w końcu — tak bardzo chciałem mieszkać w takim domu.
— Nie trzeba wynajmować całego, panie Vincencie — odparł listonosz. — Może pan wynająć na przykład prawe skrzydło.
— Doprawdy Jak pan sądzi, ile pokoi ma to skrzydło Czy czynsz byłby bardzo wysoki
— Oceniam je na trzy, cztery pokoje. Wynajem kosztowałby z pewnością bardzo mało, mniej niż połowę tego, co pan płaci w hotelu. Jeśli pan chce, jutro w południe obejrzę dom z panem. Może uda mi się uzyskać niższy czynsz.
Nazajutrz Vincent był tak podniecony, że całe rano biegał po placu i z wszystkich stron oglądał żółty dom. Był to budynek solidny i bardzo słoneczny. Do środka wiodły, jak stwierdził, dwa wejścia. Lewe skrzydło było już zamieszkałe.
Po obiedzie przyszedł Roulin. Razem obejrzeli prawe skrzydło domu. Przez sień wchodziło się do wielkiego pokoju, za którym leżał drugi, mniejszy. Ściany były biało malowane, podłoga sieni i schody wiodące na piętro wykładane czerwoną cegłą. Na piętrze znajdował się przestronny pokój oraz komórka. I tu podłogi były wykładane czerwonymi cegłami. Wszystko lśniło czystością, białe ściany odbijały słońce.
Gospodarz, którego Roulin uprzedził, czekał na nich na górze. Roulin zamienił z nim szybko kilka zdań w dialekcie prowansalskim, z którego Vincent niewiele zrozumiał. Potem listonosz zwrócił się do niego.“(3)