Nazajutrz nadeszła zwięzła
„Nazajutrz nadeszła zwięzła odpowiedź ochmistrza Jego Najdostojniejsza Wysokość jest „zbyt ubogi", aby przez cztery miesiące żywić sześciu darmozjadów. Nieprzytomni z wrażenia jubilerzy wrócili do kraju i w ten sposób ominęła nas wyjątkowa okazja, aby się dowiedzieć, ile są naprawdę warte skarby nizama.
Ale co mówię — skarby. Chodziło przecież tylko o klejnoty, które można było sprzedać na każdej giełdzie złotniczej. Nie wchodziły w rachubę ani piwnice wypełnione po strop sztabami złota, ani worki nieoprawnych kamieni szlachetnych, ani niewymierne w żadnych cenach dzieła sztuki, ani regały wypchane zaśniedziałymi pieniędzmi wszystkich czasów i krajów. (Niedawno przed moją wizytą w Hajdarabadzie służba pałacowa spaliła na dziedzińcu trzydzieści worków przegniłych banknotów, podobno funtów szterlingów. Znaleziono je przy jakimś generalnym sprzątaniu zakamarków. Lokalna prasa, z której czerpię tę wiadomość, doniosła o tym banalnym wydarzeniu w kilkuwierszowej rubryce „Z miasta").
Czy nizam jest rzeczywiście najbogatszym człowiekiem na świecie
Wszystko wydaje się świadczyć, że tak jest naprawdę. Razem wzięte multimiliarderskie dynastie Rockefellerów, Morganów i Vanderbildtów nawet nie mogłyby się z nim porównać pod względem liczbowej wartości majątku. Inna sprawa, że spora część tych skarbów ma wartość trochę teoretyczną — po prostu dlatego, że nie ma na świecie nikogo, kto mógłby je hurtem zakupić. Jakież muzeum zapłaci na przykład trzy miliony dolarów za jedyną na świecie kolekcję szczerozłotych klejnotów staroindyjskich z Radżputany Na taką mniej więcej sumę oszacowano je przed II wojną światową. Jaki milioner połaszczy się na szczerozłote posążki Buddy z IV wieku naszej ery Kto kupi całe worki austriackich talarów, zbutwiałe skóry lamparcie przetykane złotogłowiem lub tysiącfuntowe baryłki stęchłego piżma, które kilkaset lat temu było pewno cenniejsze niż złoto“(13)
<<<< Trzymając fuzję czekał
| Siedzieli jeszcze chwilkę >>>>