Trzymając fuzję czekał
„Trzymając fuzję czekał w napięciu. Był sam, ponieważ chłopców zostawiał zawsze w obozie. Od dwóch dni szedł bardzo głębokim jelenim tropem. Teraz spostrzegł, iż jeleń wraca tymi samymi śladami; zbliżał się powoli i gdy znalazł się w polu widzenia, Aird oniemiał, widząc jego ogromne rogi.
Aird wiedział, że musi trafić w czoło albo w szeroką pierś. Uniósł fuzję, o ramię oparł kolbę, położył palec na spuście i bacdzo wolno nacisnął. Błysk, huk i dym. Aird podbiegł na miejsce, gdzie powinien runąć jeleń, lecz kiedy tam dotarł — jelenia już nie było. Rozejrzał się. Na twardej, kamienistej ziemi ciągnęły się niewyraźne ślady. Usłyszał trzask łamanych gałęzi i spostrzegł, iż krzaki poplamione są krwią. Nieco dalej ziemia zafarbowana była obficiej, zaś ślady stały się nierówne.
Z wzrastającym podnieceniem przyspieszył kroku. Plamy krwi były coraz gęstsze i większe. Oczami wyobraźni Aird widział już jelenie rogi na ścianie w swoim pokoju, stanowiące ukoronowanie wielkich łowów. Raptem dżungla zrzedła, światło stało się jaśniejsze i do uszu Airda dotarł dziwny dźwięk, dźwięk fal pękających na skałach.
Aird stanął, rozejrzał się i nadsłuchiwał. Poprzez szum morza dobiegło go czyjeś łkanie. Pobiegł przed siebie. „Jeleń może zaczekać" — pomyślał. Szum morza przybliżał się, a dżungla stawała się coraz rzadsza. Zatrzymał się na końcu ścieżki, przed pieczarą, obok której klęczała kobieta w bieli; jej płomienne włosy opadały jak złoty płaszcz. Ogromne rogi wielkiego jelenia kołysały się nad jej głową. Łeb zwierzęcia z zamglonymi śmiercią oczami spoczywał na piersi kobiety; jej ramiona otaczały długą szyję jelenia. Kobieta płakała. Aird patrzył i nie mógł wypowiedzieć słowa. Nie mógł uczynić ani jednego kroku. Zadrżał. Przed nim klęczał duch Wielkiej Białej Śmierci. Kobieta, która tańczyła tamtej pamiętnej nocy — córka Cranfielda, poczęta z grzechu i wyklęta przez Wyspiarzy. Spojrzeli na siebie.“(12)